W życiu wielu społeczności afrykańskich, tradycyjnie parających się pasterstwem, bydło odgrywa rolę tak wielką, że aż trudno to sobie wyobrazić. Krowy są źródłem pożywienia i opału, dostarczają siły pociągowej są właściwie jedyną lokatą kapitału, z ich rogów, skór i ogonów wytwarza się wiele przedmiotów codziennego użytku itd. Słowem bez nich ludzie nie mogą przetrwać. Świadomość tego stanu rzeczy, współuzależnienia pomiędzy krową a człowiekiem, powoduje, że w kulturze ludów pasterskich bydło zajmuje miejsce centralne.
A skoro w kulturze, to i w języku. Na moich stronach internetowych można znaleźć parę słów o ‘krowocentrycznej’ frazeologii w języku xhosa, a zupełnie niedawno umieściłem na nich również bardziej rozbudowany opis tego jak nasycony odniesieniami do krów jest język kinyarwanda. Naprawdę warto przeczytać.
Rwanda, Burundi a zwłaszcza nieodległe od nich obszary pogranicza etiopsko-sudańsko-kenijsko-ugandyjskiego to tereny, gdzie krowocentryczny styl życia trwa w najlepsze.
Misja ONZ napisała o Rwandzie tuż po u/od/zyskaniu niepodległości
Wyższość człowieka nad krową nie została tu jeszcze całkowicie uznana.
W odniesieniu do Rwandy stwierdzenie to się chyba zdezaktualizowało, ale wspomniane wyżej czwórpogranicze to trochę inna historia. Dwa cytaty odgrzebane dziś w notatkach z wizyty w Królewskim Muzeum Afryki Środkowej w Tervuren pod Brukselą (oba dotyczą kultur doliny Omo):
A characteristic of the East African herding people is that cattle not only represent social status and wealth but are also central to their economy and philosophy. In this system, which is called the ‘cattle complex’, the people cannot imagine a life without livestock, which is consequently present everywhere, both in rituals and in everyday life. It is an esential basis for food and a source of material culture.
Cattle are marked by branding symbols into the skin or making cuts in the ears. These ‘markings’ are strictly clan-related and reflect the family to which the owner belongs. Some bulls are used for reproduction, all other male cattle are castrated. Every man has a special relationship to a single ox, his name ox or favourite ox, which he received as a boy, when the animal was a calf. They grow up together and a special bond develops between them. The boy derives his name from the patterns on the animal’s hide and over time will ‘sculpt’ its horns with stone hammers and leather straps until they have the desired shape and design. The young bull is castrated and the young man composes songs in praise of the beauty and the strength of his favourite ox, to be sung during dances and rituals. The name ox is a type of alter ego for its master.
I jeszcze anegdota. Podobno holenderscy pracownicy jakiegoś NGO działającego w północnej Kenii byli przez miejscowych pasterzy nagabywani o przywiezienie z urlopu w Holandii zdjęć holenderskich krów, bo Kenijczycy wiele o nich dobrego słyszeli i chcieliby zobaczyć.
Biorąc pod uwagę powyżej nakreślone realia oraz postępującą nieubłaganie informatyzację Afryki zamierzam otworzyć pionierskie portale społecznościowe zorientowane na tamtejszy rynek. Nazwy robocze: Cowtube i Herdbook. Użytkownicy wymienialiby się filmikami i zdjęciami krów i prowadzili genealogię stada.
Sierpień 11, 2009 o 12:00 pm |
Swego czasu natknąłem się na podobną (być może) ciekawostkę, nazwijmy ją “rzekocentryzmem”, niestety w bardzo zdawkowej postaci. Może wiesz na ten temat coś więcej? Oto cytat:
“Nie mówię już o językach mało znanych, np. indiańskich, gdzie człowiek musi wiedzieć naprawdę mnóstwo rzeczy, żeby cokolwiek powiedzieć sensownie. Są języki wymagające wybrania właściwej formy gramatycznej w zależności od tego, czy wypowiadający zdanie stoi akurat przodem czy tyłem do rzeki. Język zmusza, żeby to wiedzieć, bo inaczej w ogóle nie da się wypowiedzieć zdania.” (“Człowiek w klatce języka” – rozmowa z Tomaszem Pawłem Krzeszowskim, Niezbędnik Inteligenta, Polityka 16 (2601), 21 kwietnia 2007)
Domyślam się, że w życiu ludzi posługujących się takim językiem rzeka musi zajmować centralne miejsce, być może jest głównym źródłem pożywienia, miejscem spotkań, może nawet obiektem kultu?
Sierpień 12, 2009 o 10:03 pm |
Dziękuję za komentarz i za zwrócenie uwagi na ten wywiad. Na pierwszy rzut oka bardzo nierówny, obok bardzo rzetelnych wyjaśnień dużo uproszczeń, no i poglądów, powiedzmy, dyskusyjnych. W wolnej chwili może skomentuję krok po kroku to, co mi nie brzmi dobrze, zgrzyta. A teraz do rzeki, tj. do rzeczy:
Niestety, brak informacji o jaki język (języki) chodzi, nie pozwala sprawy zweryfikować. Nie wygląda to jednak stuprocentowo wiarygodnie. Raz, że informacja niekonkretna i odnosząca się materii poza ekspertyzą profesora (który bada Język w ogóle, a nie konkretne języki, w szczególności indiańskie), dwa – mówiący i interlokutor (zakładamy normalną sytuację) i tak wiedzą kto stoi przodem do rzeki, trzy – nie wydaje mi się, żeby ‘zwrot w stosunku do rzeki’ był informacją choćby marginalnie użyteczną.
Faktycznie wiele języków gramatykalizuje (czyli wymaga uwzględnienia, pod rygorem utraty poprawności gramatycznej) takie informacje, które, powiedzmy, polski pomija. Na przykład źródło pochodzenia informacji. Po turecku “Ahmed przyjechał do Stambułu” można powiedzieć dwojako (upraszczam trochę): Ahmet İstanbula geldi lub Ahmet İstanbula gelmiş. Pierwsze oznacza, że mówiący jest pewien, że przyjazd nastąpił (bo np. widział Ahmeda w Stambule), drugie niekoniecznie (w tłumaczeniu możnaby dać “podobno”). W niektórych językach (będę mniej niekonkretny co profesor i powiem, że np. w Tariana i innych amazońskich) kategoria tzw. ewidencyjności (ang. evidentiality; chodzi o zaznaczanie źródła wiedzy) jest jeszcze bardziej rozbudowana. Przykład zmyślony na poczekaniu:
“Mój brat upolował tapira” (wersja 1) widziałem (wersja 2) słyszałem (strzały i kwik) (wersja 3) tak wywnioskowałem (np. szwagierka właśnie tapira piecze) (wersja 4) tak mówią.
O gramatykalizowaniu orientacji względem terenu nie słyszałem, ale mogę pospekulować w trochę inną stronę. Otóż (evidential – wiem na pewno) w językach lezgińskich używanych w dagestańskich górach, orientacja według kierunków geograficznych przyjęła się późno. Słowa ‘północ’ ‘południe’ ‘wschód’ ‘zachód’ pojawiły się niedawno i są używane dość rzadko. Główną osią orientacji w terenie (co zresztą zrozumiałe) jest ‘w górę’ – ‘w dół’. Funkcjonują zaimki wskazujące o znaczeniach ‘tamten wyżej’ i ‘tamten niżej’ itp. Bardzo prawdopodobne (evidential – spekuluję) że w językach amazońskich czy innych ‘nadrzecznych’ główną osią orientacji jest ‘do rzeki’ – ‘od rzeki’, zastępująca strony świata.
Pozdrawiam!
Sierpień 13, 2009 o 11:49 am |
Bardzo dziękuję za wyjaśnienia i uporządkowanie terminologii! Dzięki temu znalazłem wzmiankę o języku, który prawdopodobnie miał na myśli prof. Krzeszowski. Źródło: http://anthroling.wordpress.com/2007/12/27/is-it-time-for-a-new-anthropological-linguistics/ (komentarz do artykułu, autor komentarza: Lev Michael z Iquito Language Documentation Project). Oto cytat:
To take an example, Iquito, an Amazonian language that I have worked on, exhibits a combined lexico-grammatical system for expressing location, orientation, and direction in space, based in large part on a system of orientation relative to rivers (e.g. upriver, downriver, away from the river, towards the river, etc) and isomorphisms between the river-based system and interior-exterior and horizontal-vertical systems of orientation. The system is fascinatingly complex, as it has grammaticalized spatial relationships that take into acount the simultaneous positions and orientations of the referent, speaker, and hearer relative to the river.
Jedyny obszerny opis tego języka, jaki udało mi się znaleźć w sieci, pochodzi z 1963 roku: http://www.sil.org/acpub/repository/10581.pdf Niestety język opisu jest dla mnie zbyt hermetyczny.
Sierpień 14, 2009 o 8:40 am |
To ja dziękuję za podrzucenie tematu i wyszukanie Iquito. Faktycznie, możliwe, że prof. Krzeszowskiemu właśnie o to chodziło. Ale zgaduję, że języków o podobnych cechach może być tam sporo. Blog Greater Blogazonia był mi znany wcześniej, ale akurat do tego wpisu tam nie dotarłem.
Na razie mogę zasugerować zapoznanie się z pracami Daniela Everetta (http://www.llc.ilstu.edu/dlevere/) poświęconymi językowi Pirãhã. Zdaniem autora, łamie on (język, nie autor
szereg postulowanych uniwersaliów językowych.
Ściągnąłem prace Leva Michaela nt. iquito i postaram się rozeznać w czym rzecz. Na razie wygląda na to, że miałem słuszność co do rzeki jako geograficznego punktu odniesienia. Uwaga o “grammaticalized spatial relationships that take into acount the simultaneous positions and orientations of the referent, speaker, and hearer relative to the river” może oznaczać np. system działający tak (przykłady oczywiście wymyślone): tukin ‘tapir (po naszej (twojej i mojej) stronie rzeki)’ vs. tukib ‘tapir (po twojej stronie rzeki)’, tukik ‘tapir po tamtej (nie mojej, nie twojej) stronie rzeki. Oczywiście sprawa może być jeszcze bardziej złożona.
SILowski artykuł o składni jest jak zaszyfrowany. W latach 60-tych lingwistyka była potwornie sformalizowana, wyznawcy każdej teorii tworzyli swój własny, hermetyczny i nieintuicyjny język opisu. W tym przypadku chodzi chyba o tzw. ‘tagmemikę’.
W wolnej chwili przejrzę jeszcze nowsze materiały nt. języków strefy tropikalnej Ameryki Południowej (powinienem mieć kilka nowszych gramatyk) i postaram się rozwiązać zagadkę